czwartek, 21 lutego 2008
polityczny wkurw
Ale mnie to wkurwia! Naprawdę mnie to wkurwia i to totalnie! Mówię o tak zwanym spocie reklamowym marki PiS, szkalującym poczynania obecnego rządu pod flagą PO. No na litość boską! Ja już nie mówię, że PO jest jakieś święte, że to, że tamto. Ale ci wszyscy idioci zamiast zabrać się do konkretnej roboty to zajmują się obrzucaniem gównem przeciwników politycznych. Ja nie wiem, czy oni naprawdę są tak GŁUPI, aby myśleć, że Polaków interesuje kolejna propaganda o tym, że oni nie zrobili nic, że są do dupy, a my zrobimy cuda i w ogóle jesteśmy super! Aaaaaaaaaaaaa!!!!! Głupota niektórych polityków mnie wręcz przeraża! Utwórzcie jakąś wspólną partię, pośrednią i zacznijcie metodą kompromisów ratować Polskę, zamiast rzucać przeciwnikom kłody pod nogi. Ja wiem, że to przecież większa kasa być wyżej niż inni, ale czy nikt nie pomyśli, że robiąc coś dobrego dla KRAJU buduje się zaufanie społeczeństwa do polityków i ich pracy, napędza się tym samym gospodarkę, a to zazwyczaj skutkuje podwyżkami pansji. No przecież to logiczne. Przynajmniej dla mnie. Przecież nikt nikogo nie zabije jeśli jedna partia zaakceptuje naprawdę dobry projekt innej partii, zamiast dla zasady być w opozycji do wszystkiego. Bardzo, ale to bardzo proszę otówrzcie oczy! Psujecie Polskę! Przestańcie się nawzajem wyzywać, pomóżcie sobie i nam, Polakom. Wolimy przyglądać się jak coś robicie, naprawiacie, staracie się dla dobra nas wszystkich. Błagam!
poniedziałek, 18 lutego 2008
autodiagnoza
Nie zdziwiłoby mnie (chyba), gdyby któregoś dnia mój kochany mąż zamiast kolejny raz walnąć focha i przestać się do mnie odzywać, zapytał: "Ale o co z tobą w końcu chodzi?! Co jest z tobą nie tak?!". Bo, że coś nie w porządku ze mną jest to wie niemal każdy, a w szczególności on. Problem w tym, że nie potrafię z nim o tym porozmawiać. Oto jak brak porozumienia pomiędzy partnerami niszczy związek... Ale tak to już jest. Rozmawiamy różnymi językami. Dobrze, że choć on poliglota i potrafi dogadać się nawet z tutejszymi tubylcami, którzy często nawet samych siebie nie rozumieją (ale o tym innym razem), bo tylko dzięki temu jesteśmy ze sobą taki szmat czasu. Jednakże tego, że mam pragnienie zawierzania swoich małych tejemnic, jak i zupełnie przyziemnych spraw komuś mniej lub bardziej obcemu, nie potrafię mu wytłumaczyć, a on nie jest w stanie tego pojąć. I właśnie to małe i ogromne jednocześnie niedomówienie jest przyczyną największych problemów w naszym związku. Ale o co chodzi...? Jest w moim życiu swego rodzaju pustka. Niby wszystko jest OK, a jednak czuję, że potrzebny mi ktoś z kim mógłbym szczerze i swobodnie porozmawiać. Tak wiem, od takich spraw jest właśnie ta nasza druga połówka, z którą dzielimy życie, ale chyba każdy kto ją ma wie, że czasem jakoś tak trudno przychodzi rozmowa na pewne tematy, nawet te całkiem błahe. Nie wiem, prawdopodobnie tylko ja jestem jakimś takim freakiem. Prosty przykładzik: mijamy na ulicy fajnego chłopaka (fajnego w sensie ymmmm, pyyyysznoooości) - stwierdzimy, że niezłe ciacho, itd. ale w głowach kiełkuje już ziarno zazdrości oraz myśl, że on zaraz stwierdzi coś w stylu: "to se go kurwa poderwij, skoro tak ci się podoba". A co zrobiłby przyjaciel? Prawdopodobnie wyraziłby swoją opinię na temat ciacha, w zależności czy byłby w jego guście czy też nie. No ale powoli tracę wątek (zbliża się czas pracy i już mnie nerw bierze). Odkryłem, że do pełni szczęścia brakuje mi przyjaciele geja, o podobnym do mojego usposobieniu, zbliżonym poczuciu humoru i najlepiej borykającego się z takimi samymi problemami. Męża kocham ponad wszystko, ale czasem mam potrzebę na niego ponarzekać, porozmawiać z kimś o tym co lubię, a czego nie znoszę, głupio pożartować, otworzyć się przed kimś, kto mnie rozumie. Bo mąż, choć gorąco kocha, to przy niektórych sprawach wzruszy ramionami, popuka się w czoło, albo/i walnie focha. A co na to moje kochanie? Zrozumie o czym napisałem? Że nie szukam zastępstwa dla niego, a jedynie przyjaciela, którego zaakceptuje i nie będzie podejrzewał o zdradę? Hmmm...
czwartek, 07 lutego 2008
trudno kochać...
Choć uciekałam
Zawsze wracałam Z przypływem morza łez Trudno kochać Lecz trudniej jest Nie kochać wcale cię Kayah "Trudno kochać"
poniedziałek, 04 lutego 2008
Kayah...
Nie płacz w liście i nie pisz,
że zły los ciebie dotknął nie ma sytuacji bez wyjścia na ziemi, bo gdy Bóg zamyka drzwi, otwiera okno Popatrz, spadają z obłoków nieszczęścia potrzebne do szczęścia. a od zwykłych rzeczy naucz się spokoju zapomnij, że jesteś gdy mówisz, że kochasz nie płacz, nie pisz… Kayah "Kiedy mówisz" Uznaję jednak siebie za śmiecia kulturalnego. Pop, rock... Przeważnie to mnie zadowala, byle w formie ballady lub doń zblizonej. Czyli smuty prowadzące do depresyjnych stanów. Wbrew pozorom taka właśnie muza z depresji mnie wyciąga. I chwała jej za to! Wstyd mi jednak, że większość mojej audio kolekcji zalicza się do komercyjnych śmieci. Trafią się oczywiście perełki, ale rzadziutko... Nie ma czym się w sumie pochwalić. Zanalizowałem pokrótce dlaczego tak się dzieje. Otóż jestem przypadkiem, który nie ma własnych zainteresowań. Nie jestem w stanie wymienić co tak naprawdę mnie pociąga. Mogę walnąć, że najczęściej wolny czas spędzam słuchając muzyki, oglądając porno, surfując w necie... Ale bez konkretów. Nie mam ulubionego gatunku muzycznego, ulubionego artysty. W porno też nie potrafię się za czymś opowiedzieć - różne fetysze, różne grupy wiekowe. Nie bawie się klockami, znaczkami... Patrzę chociażby na męża swego. Polski hip-hop, techo-dance i kolekcje okazjonalnych monet oraz starych pocztówek. I wstyd mi... Bo on wie czego chce... Oni też wiedzą czego pragną, co im sprawia największą przyjemnność. A ja jestem nijaki... Chcę się zmienić. Zaczynam więc od Kayah. Przez cholerne Fleciki, którą to piosnką zamęczały mnie radiowe audycje w latach wczesnodorosłych do artystki nieco zraziłem. Wracam do niej po czyjejś namowie. Nie zdawałem sobie, kurtka blada, sprawy, że Kayah tworzy muzykę tak bliską mojemu sercu. Dorzucę do tego wczesne Varius Manx i Myslovitz, no i jeszcze spróbuję Urszuli. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Jeszcze tylko przydałaby się mi się odrowinka więcej wolnego czasu, to wróciłbym do czytania książek. Ukulturalniania czas zacząć! Życzę sobie powodzenia. A podziękować chcę wszystkim tym, którzy wiedzą dokąd dążą.
sobota, 02 lutego 2008
wiosna, wiosna, ach to ty...
Wiosna idzie... Trawniki jebią po gałach świeżością zieleni, na drzewach ropierdalają się pąki, wyruchana zimą ziemia płodzi kurewsko żółte krokusy, faceci spacerując po parku ściskają łapę swojej ukochanej w nadzei, że w Walentynki będą mogli sobie zaruchać, jebane słońce razi po oczach... Idzie wiosna... Nieuchronnie... Napierdala z każdej strony... Piękna, czysta, świeża... Niech będzie przeklęta! Pozimowa depresja?! Pieprzone naukowe wyjaśnienia. Statystyki europejskie wyraźnie wskazują, że szczyt częstości prób samobójczych przypada na okres wiosenny. I nie wydaje mnie się by miało to związek z zimą. Wiosną po prostu dostajemy oczojebności. Ataki kolorów, sztucznej radości, złudnej miłości... Prowadzi to słabszych i wrażliwszych do stanów depresyjnych. Samotni zmuszani są do gapienia się na pseudoszczęśliwe pary, pragną aby ich też ktoś potrzymał za rąsię, przytulił... Dół. Na zaplutej ławce w śmierdzącym szczochami zakątku parku jakaś laska gładzi "swojego" chłopaka po udzie, nie zdając sobie sprawy, że stan tzw. zakochania pozbawia ją rozumu (o ile oczywiście wcześniej go miała). Jego zresztą również. Liżą się więc namiętnie i bezmyślnie, łudząc się, że to miłość. Rozejdą się po pierwszym, albo trzecim ruchańsku. Dół. Jakiś brudny i zapchlony pies naszcza na budzącego się właśnie do życia narcyza. Kwiatek zdechnie zanim ujrzy słońce. Dół. Dół. Dół. Dół... Ktoś pomyślałby, że mam jakąś niezdrową awersję do wiosny. Skądże znowu! Kocham wiosnę! To taki okres kiedy pieprzy mi się w głowie i rozpierdalam związek swój, a co gorsza innych. Okutne i smutne, bo ciesząc się życiem zapominam, że mój mały, wyżarty przez romantyczne komedie i głupawe seriale mózg wyłącza komórki odpowiedzialne za rozsądek. Sumienie tarza się w gównie, które swoim smrodem szczypie w oczy tak bardzo, że zatraca się granica pomiędzy dobrem a złem. Kocham wiosnę. Jest taka cudowna, piękna i radosna. Nieprawdaż?! |